Posts Tagged ‘fnin’
Wsparcie finansowe dla filmu TMK
28-02-2009Dzisiaj serwis alekino.pl poinformował, że Polski Instytut Sztuki Filmowej ogłosił wyniki I tegorocznej sesji w ramach programów operacyjnych. Między innymi wsparcie finansowe w wysokości 2,5 mln złotych otrzymał film “Felix, Net i Nika oraz Teoretycznie Możliwa Katastrofa”. To dobra wiadomość dla wszystkich fanów książki. Miejmy nadzieję, że ekranizacja okaże się godna pierwowzoru i przyciągnie kolejne rzesze czytelników. Jak na razie nie znamy więcej szczegółów. Co ciekawe strona filmweb.pl donosi, że film ukaże się w 2009 roku. Czy rzeczywiście tak będzie, tego nie wiemy. Pozostaje nam tylko cierpliwie czekać na premierę i trzymać kciuki, żeby wszystko poszło zgodnie z planem.
EDIT:
Na stronie Rafała Kosika również pojawiła się ta informacja. Dodatkowo twierdzi, że sama produkcja, jak również castingi, rozpoczną się najwcześniej za kilka miesięcy. Podaje też link do PDFa z oficjalnym dokumentem.
Orbitalny Spisek 2 – kolejny fragment
25-02-2009Na oficjalnej stronie Rafała Kosika pojawił się kolejny fragment drugiej części Orbitalnego Spisku. Jednocześnie autor poinformował, że premiera książki odbędzie się w maju tego roku.
Za oknem szalała śnieżyca. Ogrodzenie skrzypiało w porywach wiatru. Dochodziła szesnasta, ale było ciemno jak w środku nocy. Kaloryfery pozostawały zimne, całe ciepło w salonie pochodziło z płomieni buzujących w kominku. Paliła się tylko jedna lampka elektryczna, a rybki w małym akwarium od tygodnia pływały brzuszkami do góry. Gilbert przestał je karmić, gdy warstwa pożywienia na powierzchni zaczęła przypominać kolorową rzęsę na martwym stawie, a wszelkie podejrzenia rybek o czarne poczucie humoru straciły rację bytu. Fakty są twarde – ryby nie żartują, ryby umierają na poważnie.
? Jedna z ostatnich śnieżyc, jakie przyjdzie nam oglądać ? stwierdził pan Kurtacz, z dymiącym cygarem w zębach wpatrując się w szarówkę. ? Za trzydzieści lat globalne ocieplenie załatwi nam tu tropiki. Kuchnia polska wzbogaci się o sałatkę z pędów bambusa.
? Na razie jest zimno ? odparła pani Kurtacz. Haftowała serwetkę w niebieskie gwiazdki śniegu. Szło jej opornie, być może za sprawą grubych, futrzanych rękawic.
? Jesteśmy wyspą samodzielności na morzu zależności ? odparł filozoficznie pan Kurtacz. ? Gazprom może nam? nie wiem, co nam może, ale jestem dumny, że potrafiłem stworzyć samowystarczalny dom z chrustu i krowiego łajna.
? Nie myślałeś o dywersyfikacji dostaw gazu? Proponowali nam przecież. Preferencyjne ceny. Chyba potraktowali nasz przypadek ambicjonalnie?
? W życiu! Przy tej temperaturze reakcja zachodzi wprawdzie wolniej, ale jednak zachodzi. ? Wskazał kciukiem za siebie, mniej więcej w kierunku, gdzie znajdowały się podziemne fermentatory. ? Jak tylko zrobi się cieplej, biochemia ruszy z kopyta.
? Jak się zrobi cieplej, nie będziemy potrzebowali ogrzewania.
? Przecież masz futro z szybujących jamników tasmańskich. Nie marzniesz.
Pani Kurtacz westchnęła. Pogładziła rękawicą futro, które miała na sobie.
? Henryku, pamiętasz, co mówiłeś piętnaście lat temu, jak prosiłeś mnie o rękę?
? Że wszystkie reakcje przeprowadzam w temperaturze pokojowej?
? To drugie?
? Aaa? to drugie! To, że cię kocham?
? Tak, to właśnie miałam na myśli. Że mnie kochasz i zapewnisz mi ciepły i przytulny dom po kres dni.
? Po kres dni? Źle się czujesz?
Pani Kurtacz zachichotała, machnęła ręką, ale zaraz spoważniała.
? Teraz mam na myśli ten kawałek z ?ciepły?. No więc stresuję się otwartym kominkiem, a mimo futra i tak marznę. Nasz syn marznie. Pelargonie marzną.
? Pelargonie, fakt. ? Szalony chemik dmuchnął ciepłym dymem w rośliny na parapecie. ? One mogą nie dotrwać do wiosny. Gilbert dotrwa, jest stałocieplny. W końcu to ssak.
? W pewnych granicach jestem stałocieplny ? przyznał stojący obok kominka Gilbert ? ale palce już mi się prawie przestają zginać.
? Włóż na pół minuty w płomienie. ? Tata wskazał cygarem kominek.
Gilbert pokręcił głową.
? Nie chcę znów zapuszczać włosów od jeżyka. Odpal rezerwowe zbiorniki i włącz kaloryfery.
? Jakie rezerwowe zbiorniki? ? Tata podejrzliwie uniósł brwi.
? Przecież masz metan sprzed lat. Widziałem skorodowane rury prowadzące pod jabłonie. Ze trzydzieści lat trzymasz tam ukryte zapasy. Oby zbiorniki nie przerdzewiały.
? Gierkowy metan mam odpalić? ? zapytał z niedowierzaniem tata.
? Tato, daj spokój. Na wiosnę kupimy od Ruskich albo od Francuzów uran i postawimy reaktor w ogrodzie.
? Zamaskuje się pelargonią ? przytaknęła mama. ? To lepsze niż biogaz.
? Moja krew, moja krew! ? Pan Kurtacz podszedł do syna i radośnie poklepał go po ramieniu. ? O, kurde! Dziurę ci wypaliłem w swetrze. ? Przełożył cygaro do drugiej ręki i zaczął strząsać żarzący się popiół z ramienia syna. ? Sorry. Się zaceruje. Mama zaceruje.
Dalszą rozmowę przerwało pukanie do drzwi.
? To pewnie Agencja Energetyki Jądrowej ? szepnęła pani Kurtacz. ? Szybcy są. Pelargonia nie wystarczy.
Tata przyłożył palec do ust, by milczeli, wziął pogrzebacz i podszedł do drzwi. Zerknął w wizjer, ale na zewnątrz było ciemno, bo nie wystarczało napięcia do zapalenia kolejnej lampki. Nabrał więc powietrza i zamaszystym ruchem otworzył drzwi. To, co zobaczył przed progiem, było bardzo odległe od jego wyobrażeń o niespodziewanych gościach.
? Niech mnie licho! ? wykrzyknął. ? Homo sapiens to ty nie jesteś.
? Nie da się ukryć ? przyznał Golem Golem.
